Kiedy tylko Lucas wskakuje do łóżka i przykrywa się
ciepłą, białą jak śnieg kołdrą, siadam na krańcu łóżka i przyglądam mu się ze
spokojem. Chłopiec wygląda tak niewinnie, ale jednocześnie wygląda na
wyczerpanego. Zastanawiam się, jakim cudem taki młody chłopczyk tak dobrze
znosi śmierć matki, a potem przypominam sobie, że przecież Ruth majstrowała w
jego podświadomości. To przykre, ponieważ to czyste kłamstwo, a ja nie chciałam
okłamywać jedyne członka rodziny, który mi pozostał, ale nie chciałam też wybudzać
go ze słodkiej nierealnej wizji, którą przytoczyła mu Ruth. Tak było lepiej.
Kiedy dorośnie, będzie mógł opłakiwać matkę i znęcać się nade mną, za
oszukiwanie go, ale wtedy to zniosę – nie teraz.
Jednak Ruth przecież nie mogła wymazywać
przeszłości. Ruth może panować nad emocjami, nad tym, co dzieje się w naszej
głowie, ale wspomnień przecież nie usuwa ani nie zmienia.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? – pyta
siedmiolatek, więc uśmiecham się łagodnie, nie chcąc wzbudzić w nim niepokoju.
Ostatnio i tak wiele musiał znieść. Już nie musi i nie będzie cierpiał z mojego
powodu.
- Jesteś moim młodszym braciszkiem i cię kocham,
więc chyba mam prawo chwilę na ciebie popatrzeć zanim zaśniesz.
Lucas podnosi się z uśmiechem, obejmuje moją szyję i
mocno się we mnie wtula. Lubię, gdy tak robi. Lubię, jak małe ciałko mojego
brata usiłuje mnie udusić, tylko, że on robi to nieświadomie, w przeciwieństwie
do innych ludzi. Tulę go mocno. Brakowało mi go podczas bycia poza domem. Był
światełkiem w tunelu mamy, teraz jest moim.
- Ja ciebie też kocham, Sophia.


