Drzwi otwierają się przede mną z
rozmachem, jakby właściciel domu co najmniej czekał na kogoś. Unoszę wzrok spod
czarnego kaptura zakrywającego moją twarz. Czuję się w nim bezpiecznie, nikt
mnie nie rozpoznaje. Tak jest lepiej. Postanawiam jednak ściągnąć go odrobinę z
twarzy, by ujrzeć kogoś, kto mógłby mnie przyjąć chociaż na chwilę.
Moim oczom ukazuje się chłopak
wyglądający na osiemnastolatka. Ma brązowe włosy i zielone oczy, które wpatrują
się we mnie z zafascynowaniem, jakiego dawno nie doświadczyłam. Onieśmiela
mnie. Mam wrażenie, że jednym spojrzeniem potrafi przeczytać każde zdanie
wyryte na mojej duszy. Sprawia, że się boję, mam ochotę zamknąć się w sobie i
nie wychodzić przez kolejne kilka dni.
Może to nie był dobry pomysł, by tu
przychodzić?
Może powinnam zawrócić?
Powiem mu, że to pomyłka. Tak, gdybym
jeszcze mogła coś z siebie wydusić, to byłoby przemiło. A wiem, że stoję i
patrzę na niego jak głupia.
- Hey – odzywa się pierwszy, uśmiecha
się. Ten uśmiech, nie ufam mu w żadnym stopniu. – Szukasz kogoś? Kim jesteś?
Mam ochotę uciec, zawrócić. Źle
zrobiłam. Czuję się obdarta ze wszystkich tajemnic, bezbronna i naga. Teraz
jestem tylko sierotą i przybłędą, która kradnie, by przeżyć kolejny dzień i
jest mi z tym dobrze, ale nie mam gdzie spać, a noce robią się chłodne. Muszę
go okłamać, jeśli chcę, by mnie przyjął.


