Płytki wdech
Wydech
Jeden
Drugi
Trzeci
Nasłuchuję, jak dzień za dniem Dominic – czasami też
Shane, czasami Seth – torturują Zmiennokształtnego dla nowych informacji,
chociaż za każdym kolejnym razem otrzymują ich coraz mniej. Każda kolejna nic
nie zmienia w naszej sytuacji. Tylko ją pogarsza. Odkąd udzielam się na
naradach (kilka dni temu Black zadecydował, że również powinnam mieć swój głos
w tym całym chaosie) wiem nieco więcej, aczkolwiek praktycznie się podczas nich
nie odzywam. Niewiele wiem, niewiele więc mam do powiedzenia. Sytuacja w mieście
i okolicznych oddziałach się pogarsza z czasem. Rayis coś planuje, ale nikt nie
wie o czym w ogóle mowa.
Błądzimy jak dzieci we mgle. Chcemy wiedzieć
wszystko, radzić sobie ze wszystkim, a tak naprawdę mamy puste ręce i nie
możemy nic zrobić. Moja „demoniczna” strona również póki co milczy. Nie mam już
omamów, oprócz koszmarów w nocy i wrażenia, że jestem wciąż okłamywana.
Wszystko zdaje się układać, poza tą cholerną monotonną codziennością. Każdego
dnia ćwiczę, czasami nawet uczęszczam na treningi do Doma, jeśli mam ochotę
widzieć tyle facetów na raz w jednym pomieszczeniu, przynajmniej zwykle
towarzyszy mi Veronica. To ułatwia sprawę. Shane powiedział, że musimy być
gotowi i technicznie, to nie rzuca nigdy słów na wiatr. Praktycznie, nie zawsze
wiatr zawieje tak mocno, jakby tego chciał. Stąpamy po kruchym lodzie, a każdy
dzień spycha nas na kraniec wysokiego klifu.


