11.02.2019

21. Rudawy chłopak w bawełnianej koszuli


Jesteś niesamowita. 
Derek i Izaak przyglądają mi się bacznie średnio od godziny, podczas gdy ja jak grzeczny, niewinny baranek z cierpliwością wykonuję wszystkie ich prośby i zadania, mające na celu określenie wszystkiego, co ma ujednolicić określenie moich zdolności. Czyli w skrócie, chcą poznać wszystkie moje zdolności i ich granice. Póki co, znakomicie sobie ze wszystkim radzę, przynajmniej, dopóki Montez nie wypowiada tych dwóch przeklętych słów. Wyprowadzają mnie z równowagi i wybijają z pantałyku. Ląduję miękko na łące otoczonej drzewami, oni stoją jakieś sto metrów ode mnie, zapisując co chwila jakieś słowa na papierze. Jestem tu od miesięcy, mogliby sobie darować co kilkudniowe sprawdzanie moich granic. Derek jednak przebywa na zamku zaledwie dwa tygodnie, od jego przyjazdu wiele się zmieniło. Przynajmniej ja i Shane unikamy się bardziej niż zazwyczaj.  
Jednak od tego wieczoru zaczął bardziej wychodzić ze swoich komnat. Częściej się pokazuje i nie wiem, czy robi to na złość mi, czy po prostu jest z siebie cholernie dumny, bo przez tą krótką, ale zbyt długą chwilę mnie miał. I nie ukrywa tej dumy. Wręcz przeciwnie, wykorzystuje to przeciwko mnie w każdym krótkim spojrzeniu, na którym oboje się łapiemy, a mnie w tym krótkim momencie zamiera dech i serce. Poczułam coś, nie mogę tego ukrywać ani przez nieskończoność zaprzeczać. Nikt jeszcze tak na mnie nie działał, a Shane działa tak od samego pieprzonego początku. Nie mogę powiedzieć, że mi się to podoba, ale zawsze to jakaś rozrywka. Wyładowuję swoje żale i zabijane pragnienia na wszystkim, co napotkam. Częściej chodzę do piwnic, aby ćwiczyć z Sethem i Dominicem wszystkie możliwe sztuki walki i jestem w tym coraz lepsza. Przynajmniej to jest powód do dumy.  

20. Nieodpowiedzialni



Płytki wdech
Wydech
Jeden
Drugi
Trzeci
Nasłuchuję, jak dzień za dniem Dominic – czasami też Shane, czasami Seth – torturują Zmiennokształtnego dla nowych informacji, chociaż za każdym kolejnym razem otrzymują ich coraz mniej. Każda kolejna nic nie zmienia w naszej sytuacji. Tylko ją pogarsza. Odkąd udzielam się na naradach (kilka dni temu Black zadecydował, że również powinnam mieć swój głos w tym całym chaosie) wiem nieco więcej, aczkolwiek praktycznie się podczas nich nie odzywam. Niewiele wiem, niewiele więc mam do powiedzenia. Sytuacja w mieście i okolicznych oddziałach się pogarsza z czasem. Rayis coś planuje, ale nikt nie wie o czym w ogóle mowa.
Błądzimy jak dzieci we mgle. Chcemy wiedzieć wszystko, radzić sobie ze wszystkim, a tak naprawdę mamy puste ręce i nie możemy nic zrobić. Moja „demoniczna” strona również póki co milczy. Nie mam już omamów, oprócz koszmarów w nocy i wrażenia, że jestem wciąż okłamywana. Wszystko zdaje się układać, poza tą cholerną monotonną codziennością. Każdego dnia ćwiczę, czasami nawet uczęszczam na treningi do Doma, jeśli mam ochotę widzieć tyle facetów na raz w jednym pomieszczeniu, przynajmniej zwykle towarzyszy mi Veronica. To ułatwia sprawę. Shane powiedział, że musimy być gotowi i technicznie, to nie rzuca nigdy słów na wiatr. Praktycznie, nie zawsze wiatr zawieje tak mocno, jakby tego chciał. Stąpamy po kruchym lodzie, a każdy dzień spycha nas na kraniec wysokiego klifu.

14.06.2018

19. List


Chyba nigdy tak bardzo nie kusiło mnie ryzyko zranienia, czy poddania się ryzyku zginięcia, jak w tym momencie. Odkąd wróciłam do swojej sypialni, siedzę na parapecie, gapię się bezustannie w gwiazdy i nie potrafię ogarnąć tego wszystkiego myślami. Gdzieś tam pewnie dalej odbywa się narada, w które nie mogę uczestniczyć, pewnie z rozkazu Shane’a. ale to może lepiej, jeszcze więcej informacji w końcu mnie zniszczy wewnętrznie. „Nie jest tu bezpieczna”. Kiedyś wydawało mi się, że to miejsce jest jedynym, w którym ja i Lucas będziemy bezpieczni i nikt tego nie podważy. Myliłam się. W jak wielu kwestiach myliłam się odnośnie swojego życia? Odnośnie ludzi? Swoich przekonań? Mogę tylko błądzić między niewiadomymi i nigdy nie znaleźć odpowiedzi. Męczy mnie to. pragnę stabilizacji, pewności, że nie mam się o co martwić i w końcu mogę zapewnić brata, że już na pewno będzie dobrze.
Po głowie krąży mi tak wiele myśli, nie mogę ich w żaden sposób opanować. Bawię się palcami u rąk i mam ochotę zejść do lochów. Dowiedzieć się wszystkiego, co tylko ten cały Crayne może ukrywać i jakoś się uspokoić. Gwiazdy ułożyły na niebie niesamowite konstelacje, uwielbiam na nie patrzeć i zwykle przynosiły mi ukojenie, ale nie tym razem. Byłam śledzona, przez nie wiadomo jak długi czas i ktoś już raz niemalże opanował mój umysł. Nigdy nie będę bezpieczna i chyba muszę się z tym pogodzić. Oddycham głęboko, opierając głowę o zimną ścianę. Chciałabym, żeby to wszystko było łatwiejsze. Tylko tyle. Móc spokojnie oddychać, bez obawy o to, czy ktoś w tym momencie nie próbuje się włamać do zamku i z niewiadomych powodów – zabić mnie. Albo, co gorsza Lucasa.
Nagle słyszę ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.

30.04.2018

18. Więzień


Kiedyś myślałam, że ludzie chodzą tak szybko, bo po prostu lubią, albo mają ważny powód, aby gdzieś się nie spóźnić. Ale w tym zamku nie ma nawet gdzie się spóźniać, więc dlaczego ona tak pędzi? To pytanie krząta się po mojej głowie, zanim niemalże dobiegamy do drzwi, których widoku naprawdę nienawidzę. Schodząc w dół, czuję chłodny powiew wilgoci i wspomnień na plecach. Lochy zamku nigdy nie były moją ulubioną częścią tego miejsca, a ten zamek ma ich wiele. Wzdrygam się nieprzyjemnie, ale nic nie mówię. Ufam, że Vera nie planuje żadnego morderstwa ani nie knuje spisku, więc postanawiam nie zagłuszać jej skupienia swoimi pytaniami. Pewnie i tak byłby bezsensowne, nie wiadomo, czy dostałabym odpowiedź. Zachowanie Veronici trochę mnie przeraża. Ma twarz bladą jak ściana, ale nie przestaje iść na przód.
Staram się wytężyć słuch, ale nie mogę się skoncentrować, ponieważ nie sądziłam, że będzie mi dane tu jeszcze wrócić. Od mojego pierwszego razu, nie pragnęłam tu wcale wracać. Ciemne, kamienne ściany, kraty i wilgoć odbijająca się echem po nich odrobinę mnie dołuje. Na górnych częściach ścian po bokach znajdują się stare lampki, mające oświetlać to miejsce, ale nie wszystkim się to udaje. Co kilkanaście metrów znajduje się jedna. Już drugi raz przechodzimy w ciemności, jak pomyślę o tym, co może czaić się za tymi kratami. Ugh. Odwracam wzrok tak szybko, jak potrafię. Widziałam wiele nieprzyjemnych miejsc, a to jest z pewnością jedno z nich. Jednak, gdy byłam tu pierwszy raz, jeszcze nie wydawało się tak mroczne i zapuszczone. Niechętnie dostrzegam pajęczyny wijące się w kątach ścian. Oddycham płytko, ostrożnie, jakby coś zaraz miało na mnie wyskoczyć. Poza tym bardzo staram się nie odbiegać od Ver dalej, niż na metr, chociaż ona wcale się nie zatrzymuje, chyba nawet tylko przyspiesza.

17.03.2018

17. Mechanizm człowieka



- Wow, niezła jesteś.
Wypuszczam powietrze z płuc, patrząc jeszcze na poruszający się koniec strzały. Dominic klepie mnie lekko po ramieniu, po czym sam powtarza tę kombinację ruchów. Jego strzała ląduje niedaleko od mojej, ale mnie jeszcze nie opuszcza zdziwienie zmieszane z przerażeniem. Przecież nawet nie próbowałam trafić w punkt, to po prostu wymknęło się z mojej kontroli. Ten obraz wzbudził we mnie jakiś dziwny rodzaj nienawiści lub złości. Mam wrażenie, że to jakaś cholerna pomyłka, ale milczę, bo oni są bardzo zadowoleni, a ja nie mam zamiaru tego psuć.
- Ja sobie chyba odpuszczę już – mówię podchodząc do pniaka, na którym Dominic opierał nogę i kładę na nim swój łuk. Zauważywszy najbliższe drzewo, tuż obok tego, w które lecą strzały, postanawiam się o nie oprzeć. Siadam na miękkiej trawie i obserwuję bezustanną rywalizację.
Naprawdę zaczynam się o siebie obawiać. Najpierw słyszę jakieś popieprzone głosy, potem ot tak sobie strzelam w sam środek punktu bez mrugnięcia, bo nagle wpływa na mnie nienawiść. Nigdy nie byłam nienawistna. Byłam zła, podła, samodzielna i dumna z tego powodu, ale nie nienawistna. Nie nienawidziłam nigdy zabójcy matki, chociaż kilka razy myślałam nad zemstą. Tak naprawdę cały czas obwiniałam siebie za jej śmierć. To moja wina. Może gdybym wcześniej wróciła, to zdołałabym ją uratować. I tak jestem z siebie dumna, bo Lucas żyje i jest całkowicie bezpieczny, ale nawet mimo to – doświadczył straty obojga rodziców, a jest na to za młody.

4.03.2018

16. Pierwszy raz



Po zaćmieniu budzą się dni cieplejsze, jaśniejsze i niemalże cały czas świeci słońce. Uwielbiam tek okres w roku, mam wrażenie, że wraz z jego nadejściem, gdy po mroku nadchodzi światło – symbolizuje nadzieję. I pewność, że zawsze po mroku po prostu musi nadejść światłość. Lubię to. Lubię ten stan błogości, kiedy od rana świeci słońce i ze spokojną głową mogę pobiegać po lesie. Nic nie czai się w ciemności, nie muszę się obawiać o swoje życie. Wszystko automatycznie staje się lepsze. A przynajmniej tak mi się wydaje. Chociaż może nie dla wszystkich, ponieważ Robin i Izaak praktycznie nie opuszczają gabinetu albo biblioteki, zależy, czym się zajmują, ale przeważnie jest to jedna sprawa – ja i moje demoniczne problemy. Martwię się o nich, ale już nic nie mówię. Praktycznie nie odzywam się na zebraniach, nie chcę ich denerwować, ale osobiście dobrze wiem, że to bezsensowne – poszukiwanie informacji, których nie ma, lub które już nic nie znaczą, bo przecież nie jestem potępioną czystej krwi – albo duszy, cokolwiek to znaczy.
Tego dnia jednak wszystko staje się bardziej… normalne? Z samego rana Ruth i Alice postanowiły przyrządzić śniadanie na dworze, korzystając z pięknej pogody i zaprosiły nas na niewielki plac, na którym nie ma drzew, a Dominic podobno pofatygował się i nawet przyniósł większy stół z krzesłami. Wszystko znajduje się za zamkiem

24.02.2018

15. Impas


Pokój Shane’a jest chyba najbardziej wysuniętym na południe miejscem w zamku, co znaczy, że praktycznie nikt oprócz niego się tam nie zapuszcza. Ten teren jest po prostu… niemalże pusty. Chwilę mi zajmuje odnalezienie tej akurat sypialni, ale udaje mi się. Drzwi są otwarte więc bez zastanowienia zatrzymuję się w progu, gdy zauważam go obok łóżka, przebierającego koszulkę. Powinnam poczuć się inaczej, niż normalnie? Cóż, może powinno to wzbudzać we mnie trochę zakłopotania? Wtargnęłam tu podczas jego przebierania. Ale muszę przyznać, widok jest niecodzienny, chyba przyjemny.
Zauważa mnie, gdy mu się przyglądam w ciszy, zachowując przy tym kamienny wyraz twarzy. Przynajmniej mam nadzieję, że udaje mi się go zachować.
- Sophia – wymawia to unosząc brew, jakby kompletnie się mnie nie spodziewał. Może faktycznie… nie sposób przewidzieć, co akurat wpadnie mi do głowy.
Krzyżuję ręce na klatce piersiowej.
- Przeszkadzam?
Wzrusza ramionami, po czym zakłada na siebie czarną koszulkę.
Wychodzi gdzieś? Trwa noc. Noc zaćmienia.
- Zależy czego chcesz.
- Pogadać – mruczę pod nosem, ale pewna siebie. – Chyba, że…
- Nie, nie – oponuje, widząc moje zawahanie. – W porządku. Znajdę chwilę.

20.02.2018

14. Tam w mroku


Jednogłośnie stwierdziliśmy – nie wliczając Shane’a, on się nie pojawił na dole następnego dnia – że Robin musi wyruszyć z nami do zamku. Tam będzie bezpieczniejsza, niż tutaj. Gdyby gwardia się dowiedziała, że pozwoliła nadnaturalnym tu zostać, pewnie zapłaciła by za to zbyt surowo, a żadna z nas nie chce już nikogo więcej tracić. Myśl, że Robin nie będzie sama dodaje mi otuchy. I jestem wdzięczna Sethowi za ten świetny pomysł. Sama chciałam to zaproponować, ale wydawało mi się, że i tak nikt mnie nie posłucha. Od rana wszyscy zaczęliśmy zbierać swoje rzeczy – najwięcej Robin, ale i tak poprosiłam, aby zabrała tylko te najważniejsze. Im mniej zapasu, tym bezpieczniej, a w zamku nigdy niczego nie brakuje.
Mija kilka godzin i wszyscy są gotowi. Zaćmienie już się rozpoczęło, teraz wystarczy dobrze z niego skorzystać. Zanim wyruszymy, razem z Sethem upewniamy się, że nikogo nie ma na dziedzińcu, ani pomiędzy alejkami. Zaćmienie odbywa się raz w roku i trwa przeważnie trzy noce i trzy dni. W ciągu dnia nie jest tak bardzo ciemno, trochę jaśniej, niż w nocy, ale mimo to – słońce nie pokazuje się na niebie tak, jak zawsze. Jest niemalże szare. Podróż przez las podczas tego zjawiska może być odrobinę problematyczna, ale powinniśmy dać radę. Gdy nikogo nie zauważamy, ani nie słyszymy na mieście, wracamy do domu, aby wszystkich powiadomić. Robin, o dziwo, jest gotowa do drogi. Spodziewałam się większego przywiązania, ale chyba też nie chciałabym tu już mieszkać. W tej przepełnionej wspomnieniami klatce.

16.02.2018

13. "Wracamy do domu"



Rok wcześniej…

Wbiegam do domu napędzana energią, jakby słoneczną, niemalże czuję, jak te promienie słońca wpijają się w moją skórę. Nie widzę nikogo w salonie, wiec zaciekawiona i prowadzona wyśmienitym zapachem jedzenia, zmierzam do kuchni. Tam, na moje usta wskakuje uśmiech, który ma świadczyć o tym, że jestem z tego bardzo zadowolona. Nie wiem, czy tak autentycznie jest, ale jestem. Czuję to, pierwszy raz od długiego czasu. Spokój, przepływający jak woda przez moje ciało. Jake gotuje – to jest jeszcze większą dawką szczęścia. Lubię jak gotuje, jest wtedy w „swoim żywiole”. Zawsze zadowolony, zawsze pełen energii. A jego potrawy są pyszne!
- Marzyłam o tym – przyznaję bez bicia i wtedy właśnie chłopak odwraca się w moją stronę z talerzem pełnym naleśników. Ich zapach mnie dosłownie zabija.
Na ustach Jake’a ryzuje się wdzięczny uśmiech.
- Uśmiechasz się – zauważa. – Powinienem otworzyć wino? Wygrałaś w jakimś zakładzie podróż dookoła świata?
Prycham kpiąco, siadając na blacie kuchennym.
- I miałabym ryzykować utratę naleśników, prawdopodobnie utratę wolności i życia z rąk gwardii dla jakichś nudnych jazd po tym durnym kawałku ziemi? Wybacz, Nolay, nie jestem aż tak głupia. A mój uśmiech nie jest takim rzadkim zjawiskiem.
Przystaje na chwilę, zastanawia się.
Mam wrażenie, że powiedziałam coś głupiego.
- I to jest prawdopodobnie jedyna rzecz, w której się mylisz. Ale może wyjaśnisz mi powód swojej radości? – zagaja zaintrygowany, więc wyciągam zza pleców mój nowy nabytek. – Czarna skóra?

13.02.2018

12. Poszukiwana


Drzwi otwierają się gwałtownie. Pierwszy wchodzi Shane, Veronica i chłopaki zaraz za nim. Patrzę na nich, siedząc grzecznie na fotelu niemalże naprzeciwko wejścia do domu. Robin od dobrych piętnastu minut kręci się po salonie, nie potrafiąc sobie znaleźć miejsca, ale milczy. To pomaga mi myśleć, zachować spokój. Chociaż jej kroki, uderzanie butów o podłogę wprowadza mnie w stan osłupienia. Ten dźwięk, tak jak każdy od pewnego czasu, odbija się głośnym echem w mojej głowie, jakby zupełnie nic tam nie było. Non stop usilnie wpatrywałam się w jeden punkt gdzieś na podłodze, starając się o czymś myśleć, ale każda próba spływała po mnie jak krople zimnej wody. Lodowatej wręcz. Cholernie trudno jest zaakceptować rzeczywistość w tym stanie, tym bardziej od momentu, gdy odkryłam, z jakiego powodu Jake zginął. Teraz wiem, że patrzę na nich, choć moje oczy są puste. Zaciskam chłodne palce na boku skórzanego, czarnego fotela i czekam.
Na co? Sama nie wiem.
Ale natychmiast zauważam, że oni wiedzą. Wiedzą, że coś jest nie tak. może nie ja, ale mina i postawa mojej przyjaciółki wszystko zdradza. W końcu się zatrzymała i już nie stuka tymi podeszwami o podłogę. Nawiedza mnie błoga cisza, którą zaraz ktoś przerwie.
Jake, dlaczego mi to zrobiłeś? Gdybyś tu był, wszystko byłoby łatwiejsze.
Czuję pustkę i zagubienie. Biedna, mała dziewczynka, która traci bliskich jeden po drugim, nie potrafi poradzić sobie z kolejnymi kłamstwami.
- Dlaczego nie śpicie? – odzywa się Dominic. Cała czwórka stoi przy drzwiach i stara się zrozumieć, co się dzieje, ale po ich minach stwierdzam, że tylko bracia Black cokolwiek… podejrzewają? Ciężko to stwierdzić. Czuję się jak jakieś dzikie zwierzę, spłoszone w dodatku. Planowałam ich okłamać, ale teraz wiem, że to bezsensowne.
- Założyłaś skórę, wybierasz się dokądś? – pyta Shane bez ceregieli.

10.02.2018

11. Jacob Nolay


Zaraz rano wszyscy zbierają się w salonie na dole, by omówić szczegóły dotyczące tego całego wyjazdu. Wszyscy, rzecz jasna, oprócz mnie. Dobrze czuję się w swoim starym pokoju, a poza tym, muszę coś zrobić. Wyciągam z szafy swoją starą, czarną skórę, którą kiedyś kupiłam tutaj na targu i zakładam na siebie. Wygląda jak nowa, bardzo o nią dbałam, kiedy tu jeszcze mieszkałam. Sama nie wiem, dlaczego jej nie zabrałam ze sobą. Praktycznie nic nie zabrałam, to była szybka ucieczka.
Kilka minut później, ktoś puka do moich drzwi. Zakładam już buty.
- Hey. – Do środka wchodzi Shane, jego włosy tkwią jeszcze w porannym nieładzie. Wygląda niemalże seksownie, ale nie bardzo to do mnie przemawia. Jake też tak rano wchodził do mojego pokoju. Kolejne ukłucie w sercu. Wczorajszej nocy przyznałam się Blackowi, że kochałam Jacoba i nie czuję się z tym najlepiej. Chciałabym zapomnieć. Niestety nikt nie ma aż takiej mocy. – Wybierasz się gdzieś?
Wstaję z łóżka na proste nogi. Zerkam na szatyna, opierającego się sztywno o framugę drzwi.
- Właściwie, to tak. – Wyciągam falę włosów spod czarnej skóry. Opadają luźno na moje plecy. – A czemu cię to obchodzi?
- Znowu mnie odtrącasz, Varray.
Uśmiecham się blado sama do siebie. Ma rację, robię to. I wcale nie zamierzam przestać. Nie mogę… nie może mi zależeć na nikim, poza moim bratem. Nikt nie zburzy tych murów. Obiecałam to sobie już dawno temu, i nawet obietnica złożona Robin tego nie zmieni. Muszę chronić swoje serce. Wystarczająco się już nacierpiało.

8.02.2018

10. "Nie ufasz mi"


Drzwi otwierają się przede mną z rozmachem, jakby właściciel domu co najmniej czekał na kogoś. Unoszę wzrok spod czarnego kaptura zakrywającego moją twarz. Czuję się w nim bezpiecznie, nikt mnie nie rozpoznaje. Tak jest lepiej. Postanawiam jednak ściągnąć go odrobinę z twarzy, by ujrzeć kogoś, kto mógłby mnie przyjąć chociaż na chwilę.
Moim oczom ukazuje się chłopak wyglądający na osiemnastolatka. Ma brązowe włosy i zielone oczy, które wpatrują się we mnie z zafascynowaniem, jakiego dawno nie doświadczyłam. Onieśmiela mnie. Mam wrażenie, że jednym spojrzeniem potrafi przeczytać każde zdanie wyryte na mojej duszy. Sprawia, że się boję, mam ochotę zamknąć się w sobie i nie wychodzić przez kolejne kilka dni.
Może to nie był dobry pomysł, by tu przychodzić?
Może powinnam zawrócić?
Powiem mu, że to pomyłka. Tak, gdybym jeszcze mogła coś z siebie wydusić, to byłoby przemiło. A wiem, że stoję i patrzę na niego jak głupia.
- Hey – odzywa się pierwszy, uśmiecha się. Ten uśmiech, nie ufam mu w żadnym stopniu. – Szukasz kogoś? Kim jesteś?
Mam ochotę uciec, zawrócić. Źle zrobiłam. Czuję się obdarta ze wszystkich tajemnic, bezbronna i naga. Teraz jestem tylko sierotą i przybłędą, która kradnie, by przeżyć kolejny dzień i jest mi z tym dobrze, ale nie mam gdzie spać, a noce robią się chłodne. Muszę go okłamać, jeśli chcę, by mnie przyjął.

7.02.2018

09. Światło w mroku


Czuję to.
Całym ciałem odczuwam, jak powoli, stopniowo opuszczam miejsce, w którym byłam bezpieczna. Miejsce, które przynajmniej stwarzało pozory bezpieczeństwa, odcięte od rzeczywistości, jaką znałam. Swoją drogą, nigdy bym nie pomyślała, że gdzieś w tych ogromnych lasach mieści się zamek. Tak. czuję to… energia z niego wypływa ze mnie falami. Wydaje mi się, że w pewnym sensie wszyscy to czujemy. Dla mnie to tylko miejsce, w którym mogę mieszkać, ale dla nich… dla nich to dom. Gdzieś w głębi siebie mam nadzieję, że tam wrócimy. Że wrócę do brata, nie zostawię go raz jeszcze tak, jak kiedyś. Nie popełnię znowu tego błędu.
Wiem to. Zrobię wszystko, by do niego wrócić.
Z myśli wyrywa mnie głos Setha, ale nie rozumiem, co mówi. Czuję się, jak wybudzona z jakiegoś taniego filmu, przez który przeoczyłam fakt, iż zrobiło się ciemno. Bracia Black schodzą z koni, a zaraz za nimi cała reszta. Włącznie ze mną. Przywiązuję konia do drzewa, po czym podchodzę do Setha. Wydaje się tak samo zagubiony, jak ja. Może nawet bardziej.
- Musimy odpocząć – oznajmia spokojnie, spoglądając na mnie po chwili. – Zmęczona?
Wzruszam ramionami.
- Nie martw się, Sophia. – Unoszę brew. – Wrócisz do brata. Wszyscy wrócimy do domu.
- Wiem o tym.
- To dlaczego jesteś taka… nieswoja? Coś się martwi? Oprócz tego, że pokłóciłaś się z Shane’em.
Krzywię się, zaś on uśmiecha.
- Skąd o tym wiesz?
Rozglądam się wokół. Shane i Dominic o czymś rozmawiają, Veronica zaś opiekuje się końmi, karmi je i uśmiecha. To chyba najbardziej optymistyczna twarz wśród nas. Obejmuję ramiona dłońmi.
- Napięta atmosfera pomiędzy wami jest prawie namacalna.

5.02.2018

08. Egoistyczny, protekcjonalny drań


- Myślisz, że ja będę miał jakieś umiejętności? – pyta Lucas, kiedy przeglądam obok niego pamiętnik Rei.
Zerkam zdziwiona na brata. Tayrin zasnęła jakąś godzinę temu, a on wciąż upiera się przy swoim i nie chce spać. Siedzimy u mnie w pokoju odkąd wrócił od niej. Chyba się polubili. W każdym razie, teraz siedzi na dywanie i przegląda książkę, którą mu dałam. Może niepotrzebnie dałam mu coś, co opisuje umiejętności nadprzyrodzone? On ich jeszcze nie ma. Nigdy się nie zastanawiałam, kiedy u mnie się pojawiły. To był szok w moim życiu, niekoniecznie chciałam zapamiętywać wszystko. Raczej starałam się zapomnieć. Ale jego ciekawskie oczy wpatrzone we mnie, budzą niepewność i chęć przypomnienia sobie. Nawet, jeśli to przykre wspomnienia. Niestety niewiele pamiętam z przeszłości i ta myśl bywa dla mnie zbawienna, pełna spokoju.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam – przyznaję ze szczerością. – A chciałbyś?
- Ty nie chciałaś?
No tak. Nie mam pojęcia, czy wtedy już istniał, czy był w łonie matki, czy grał mi na nerwach swoim nocnym krzykiem. Zwyczajnie nie pamiętam, kiedy to się pojawiło. Zawsze się tego wypierałam, chciałam usunąć tę część mnie. Tę, która czyniła mnie dziwną, odosobnioną od świata. Chociaż Elizabeth zawsze uważała to za dar losu. Tak, jak każde swoje dziecko.

26.01.2018

07. Warunek


Pukam i po chwili wchodzę do środka.
Jednak kiedy przekraczam próg siedziby Shane’a, zaczynam żałować, że to zrobiłam. On jest oparty o biurko, podczas gdy ona oplata go rękami najmocniej jak potrafi i wpija się w jego usta. Ona najwidoczniej albo nie usłyszała, albo nie zwróciła uwagi na to, że ktoś jest w środku. Natomiast Shane momentalnie odrywa się od jej ust i spogląda na mnie ze zmrużonymi oczyma. Nie jest mu głupio. Dianie nie przeszkadza jego chwilowe odrzucenie, całuje go w szyję.
Postanawiam oprzeć się plecami o ścianę i poczekać, ponieważ Dominic mówił, że to coś ważnego, co trzeba załatwić jak najszybciej. Zauważam coś dziwnego pomiędzy tym dwojgiem. Odkąd weszłam, Shane nie spuszcza ze mnie wzroku, odrzuca ją od siebie jak jaszczurka swój ogon, kiedy chce się bronić. On odrzuca emocje. Po krótkiej chwili ona zauważa, że coś jest nie tak i patrzy na niego.
- Shane? – odzywa się.
- Diano, wyjdź. Mam parę spraw do załatwienia.
Po tym, dziewczyna odwraca się i zauważa mnie przy drzwiach. Niekomfortowa sytuacja, owszem, aczkolwiek ja też mam swoje sprawy do załatwienia i nie mam czasu wszystkiego przekładać, ponieważ pannie Vitarei zachciało się romansów.
Z morderczym spojrzeniem Diana mija mnie i bez słowa wychodzi, po czym oczywiście komediowo trzaska za tobą drzwiami. Uśmiecham się pod nosem. Lubię denerwować ludzi, a już uwielbiam patrzeć na takie… cyrki.
Shane odpycha się od biurka, podchodzi do barku i nalewa sobie jakiegoś alkoholu.

18.01.2018

06. Niezastąpieni


Noc spędziłam na drzewie. Tak, to śmiesznie brzmi. Jakbym była małpą… nic w tym rodzaju. Uwielbiam gwiazdy i zawsze lubiłam siedzieć w nocy i je oglądać, gdy tylko nie potrzebowałam na gwałt snu czy jedzenia. Gdy czas mnie nie gonił. Teraz byłam praktycznie wolna, a moje zdolności pozwoliły mi w szybkim tempie i pod osłoną tajemnicy dostać się na najwyższe, najlepsze drzewo do atrakcji tego typu. Noc była przyjemna, ciepła, a gwiazd… miliony.
Myślałam o ojcu. O matce. O tym, co stanie się z Lucasem, jeżeli podwinie mi się noga. Miałam do tego niebywały talent. Całą noc przetrawiałam fakt, że moja własna matka oddała mi młodszego brata. Najbardziej bezsilne i bezbronne stworzenie na świecie. Mi. Komuś, kto nie zasługiwał na ani jedną dziesiątą zaufania, którym mnie obdarzyła przed śmiercią. Tej nocy również obiecałam sobie, że będę silna, może nawet spokojniejsza. Że będę trenować, będę lepsza i kiedy to Shane’owi podwinie się noga, ja ochronię brata i Tayrin.
Błędne marzenia.
Marzenia można mieć. Wcale nie musiałam ich spełniać. Chciałam żyć tak, by dążyć do ich spełnienia. Po zaledwie kilku godzinach, które wydały się minutami, na horyzoncie ujrzałam jasną poświatę. Delikatnie raziła mnie w oczy. To była bardzo oczywista podpowiedź, że czas, bym wróciła do zamku, zanim ktokolwiek się zorientuje. Podniosłam się lekko na plecach i odczułam nikły ból w tych okolicach. Gałęziom nie można zarzucić, że są wygodne. Moim plecom zaś, że są tak niezniszczalne, jakbym chciała, aby były. Delikatnie chropowata kora drapała mnie w nogi i ręce. Przyjemny ból.

15.12.2017

05. Różne charaktery


- Kim jest ta mała?
Wraz z Lucasem wracamy ze śniadania i tylko na jego prośbę wyszliśmy przed zamek. Po szerokim chodniku maszeruje Izaak i Alice w kierunku małej dziewczynki o brązowych kręconych włosach, której pilnuje dwóch mężczyzn. Zatrzymujemy się przy Ruth. Dziewczyna obserwuje całą sytuację, a ja widzę, ale nie rozumiem całego przedstawienia.
Ruth zerka na mnie pobieżnie, po czym wzrusza ramionami.
- Według Izaaka: to jego siostrzenica. Według tych dwóch obok niej: coś, co trzeba za wszelką cenę ochronić. Z daleka wyczuwam jej strach. Jest paniczny i bezpodstawny, czego nie będzie łatwo ukoić. Lucas, od dzisiaj masz nową koleżankę do zabaw.
Siedmiolatek przechyla lekko głowę, wzdycha i przygląda się jakby od niechcenia małej brunetce.
- Ona będzie z nami siedzieć? – pyta poirytowany.
Chyba nie podoba mu się ten pomysł, lubi przebywać w towarzystwie starszych i niekoniecznie z małymi dziewczynkami. Kiedyś, jak byłam z mamą i Lucasem u jej koleżanki, która miała córkę w wieku mojego brata, marudził cały czas, że on już nie może jej słuchać. To prawda, mała była wygadana, ale nigdy w życiu nie słyszałam takiej lamentacji z jego strony. Zawsze wolał siedzieć z chłopcami, gdy tylko nadarzyła się okazja, a takich na przedmieściach Rimal było bardzo niewiele.
Według mnie, to dobry pomysł. Lucas miał bardzo mało i rzadko kontakt z rówieśnikami, a wychowując się tylko z dorosłymi nigdy nie będzie wiedział, jak to naprawdę jest być dzieckiem. Kiedyś będzie tęsknił za dzieciństwem.
Młoda dziewczynka nieufnym wzrokiem błądzi po zamku i placu przed nim, okala oczami

14.10.2017

04. "Postawiła ci się"


Ranek nadchodzi szybko, niespodziewanie. Ledwie zamknęłam oczy, a już muszę je otworzyć i zaczynać nowy dzień w nowym dla mnie świecie. W świecie, do którego nie chciałam należeć, ale chyba czas pogodzić się z rzeczywistością. Tak jest lepiej dla Lucasa. Bezpieczniej przede wszystkim, a nic nie liczy się bardziej, niż jego bezpieczeństwo po śmierci Elizabeth.
Podnoszę się z wygodnego materaca i idę prosto do oddzielonej łukiem ściennym łazienki. Biorę szybką kąpiel, rozczesuję burzę falistych włosów, zakładam na siebie czarny podkoszulek i spodnie tego samego koloru. Czeka mnie ciężki dzień. Wzdycham przed lustrem. Postanawiam nie użalać się nad sobą i pójść zobaczyć co u Lucasa, ale gdy otwieram drzwi do jego pokoju i nie zastaję tam ani jego, ani Ruth, zaczynam się martwić. Schodzę na dół i wybiegam na balkon, gdzie wczorajszej nocy spotkałam Shane’a, z nadzieją, że może tam będzie, ale nadzieja szybko zamienia się w zażenowanie całą sytuacją. Wiem, że jest bezpieczny i na pewno nic złego mu się nie dzieje, ale muszę go zobaczyć, tak na wszelki wypadek. Uruchomił się we mnie pewien instynkt… rodzicielski. Schodzę więc piętro niżej i mijając ludzi, których właściwie nie znam, zauważam na końcu korytarza Ruth rozmawiającą ze swoją siostrą.
Czy ona nie powinna pilnować mojego brata?

2.10.2017

03. "Jesteś dobra"


Kiedy tylko Lucas wskakuje do łóżka i przykrywa się ciepłą, białą jak śnieg kołdrą, siadam na krańcu łóżka i przyglądam mu się ze spokojem. Chłopiec wygląda tak niewinnie, ale jednocześnie wygląda na wyczerpanego. Zastanawiam się, jakim cudem taki młody chłopczyk tak dobrze znosi śmierć matki, a potem przypominam sobie, że przecież Ruth majstrowała w jego podświadomości. To przykre, ponieważ to czyste kłamstwo, a ja nie chciałam okłamywać jedyne członka rodziny, który mi pozostał, ale nie chciałam też wybudzać go ze słodkiej nierealnej wizji, którą przytoczyła mu Ruth. Tak było lepiej. Kiedy dorośnie, będzie mógł opłakiwać matkę i znęcać się nade mną, za oszukiwanie go, ale wtedy to zniosę – nie teraz.
Jednak Ruth przecież nie mogła wymazywać przeszłości. Ruth może panować nad emocjami, nad tym, co dzieje się w naszej głowie, ale wspomnień przecież nie usuwa ani nie zmienia.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? – pyta siedmiolatek, więc uśmiecham się łagodnie, nie chcąc wzbudzić w nim niepokoju. Ostatnio i tak wiele musiał znieść. Już nie musi i nie będzie cierpiał z mojego powodu.
- Jesteś moim młodszym braciszkiem i cię kocham, więc chyba mam prawo chwilę na ciebie popatrzeć zanim zaśniesz.
Lucas podnosi się z uśmiechem, obejmuje moją szyję i mocno się we mnie wtula. Lubię, gdy tak robi. Lubię, jak małe ciałko mojego brata usiłuje mnie udusić, tylko, że on robi to nieświadomie, w przeciwieństwie do innych ludzi. Tulę go mocno. Brakowało mi go podczas bycia poza domem. Był światełkiem w tunelu mamy, teraz jest moim.
- Ja ciebie też kocham, Sophia.

30.09.2017

02. Wolny wybór


Metalowe drzwi zamykają się za nami z delikatnością i precyzją, po czym słyszę dźwięk, który chyba zawiadamia, że zostały zabezpieczone systemowo. Rozglądam się po pomieszczeniu oblanym bielą, szarością i czernią. Czuję się jak w jakiejś taniej komedii i zaraz rozpocznie się punkt, w którym powinnam zacząć się śmiać. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to ogromna bieżnia, w której chyba trenuje jakaś dziewczyna. Ma ciemne, brązowe włosy po ramiona i skupioną twarz. Mogę to zauważyć mimo tego, że ciągle jest w ruchu. Przyzwyczaiłam się do swoich nadnaturalnych – powiedzmy – zmysłów. Przed  bieżnią, a obok innych dziwnych urządzeń stoi wysoki jasnowłosy mężczyzna i zapisuje w notesie jakieś uwagi, pewnie dotyczące dziewczyny. Z pewnością wie, że weszliśmy do środka – tego dźwięku nie dało się zignorować – ale nie zwraca na nas uwagi. Całą swoją uwagę poświęca jej.
Dziewczyna jest szybka. Jej nogi poruszają się tak szybko, że mój mózg ledwo to rejestruje, na liczniku nad bieżnią widnieje ciąg liczb, których znaczenia nie rozumiem i chyba wcale nie chcę. Ale ona się nie męczy i to intryguje mnie najbardziej. Nie poci się, nie dyszy ani nie ma ochoty kończyć, moim osobistym zdaniem. Zaciekawiło mnie, czy taka już się urodziła, a jeśli nie to ile czasu musiała poświęcić, aby dojść do tego stanu rzeczy. 
Szablon wykonany przez Mrs Black dla Wioski Szablonów | Credit: X